13/04/2023| TOP 5

Komedia w reklamieWywiad z Marcinem Mikulskim


Reżyser Marcin Mikulski opowiedział nam o komedii w reklamie, swoich inspiracjach filmowych i o kulisach pracy na planie. Powyżej możecie zobaczyć całą rozmowę w najnowszym odcinku TOP 5 z Gościem, a jeśli jesteście ciekawi wszystkich pięciu ulubionych reklam Marcina – oto one z jego komentarzami:

TOP 5 najlepszych reklam według Marcina Mikulskiego

Miejsce 5 - Orange - Ping Pong

To reklama, do której często odwołuję się, pisząc treatmenty czy przygotowując się do zdjęć. Świetna reżyseria, idealnie dopasowany casting oraz montaż, który sprawia, że jesteśmy w środku małżeńskiego pojedynku.

Miejsce 4 - John Lewis - The Boy and the Piano

Zawsze płaczę na tej reklamie. Znakomite użycie różnych technik kamerowych, steadycamu, kamery z ręki, jazdy. Świetne przejście przez historię rock’n rolla i wspaniała klamra na koniec. Zaraz po jej obejrzeniu zapisałem młodego na lekcje pianina.

Miejsce 3 - Volkswagen Darth Vader (2011)

Nie będę ukrywać, że jestem wielkim fanem Gwiezdnych Wojen. Mój 7-letni syn również. Nic dodać nic ując. Wzruszająca, a zarazem zabawna reklama o tym, że ojciec może zostać cichym bohaterem. Miód na moją duszę.

Miejsce 2 - Never Say No To Panda

Jest to jedna z serii reklam o brutalnej Pandzie, która zmusza Cię do zakupu serka. Absurdalna, odważna i bardzo bardzo śmieszna. Idealne wyczucie pauzy, ruchu i gry aktorskiej. Czyli wszystko to, co uwielbia komedia.

Miejsce 1 - Loto - Roy Andersson

Dla mnie klasyka. Pierwszy i być może najważniejszy z Anderssonów. Cała reklama nakręcona w jednym ujęciu, z jednego ustawienia kamery. Mimo tego ani przez chwilę nie jest nudna ani niejasna. Dzięki genialnej kompozycji wewnątrzkadrowej oglądamy ją z zapartym tchem, a co najważniejsze mamy ochotę ją obejrzeć jeszcze raz, żeby wypatrzeć wszystkie szczegóły.

Polecam wszystkie reklamy Roya Anderssona! Świetne poczucie humoru i świadoma reżyseria na najwyższym poziomie.

Poniżej znajdziecie zapis naszej rozmowy z Marcinem:

Łukasz: Przejdźmy do rozmowy o Twojej pracy, o pracy reżysera. Wywodzisz się z rynku reklamowego, ale masz też w dorobku film. Czy Twoim zdaniem to się jakoś łączy? Praca reklamowa z filmową? Jak Ty do tego podchodzisz? 

Marcin: Dopowiem, że film krótkometrażowy, nad pełnometrażowym pracuję obecnie. Ale tak, łączy się, w taki sposób, że i tu i tu, cały czas się uczymy.

Musicie przyznać, że nasza praca jest poligonem doświadczalnym i to jest właśnie super, że nigdy nie można stanąć w miejscu, tylko cały czas trzeba się uczyć. Jedno i drugie mnie uczy, natomiast na pewno praca nad filmem różni się od pracy w reklamie.

Chodzi mi głównie o myślenie o scenie; w reklamie wszystko musi być w punkt, trzeba się streszczać, wszystko musi być wcześniej dokładnie przegadane z klientem.

Troszeczkę mamy mało niespodzianek, na etapie samej egzekucji. Wcześniej oczywiście możemy dużo stworzyć, czasami powstają jakieś super kreatywne rzeczy na planie, ale raczej jest to tworzenie tego, co wcześniej zaplanowaliśmy.

W przypadku filmu możemy sobie pozwolić na trochę więcej zmian na samym planie. Chociażby przez dłuższe sceny dialogowe. Inaczej pracuje się też z aktorami, kręci się dłuższe ujęcia. Już samo to powoduje, że pojawia się więcej zmiennych.

Mateusz: To mnie zawsze zastanawiało. Ja nie lubiłem dłuższych formatów, zawsze pracowałem w krótkich. Gdy pracowałeś przy filmie, w odróżnieniu od pracy z reklamą  –  Jak wygląda kwestia ciągłości narracyjnej, ciągłości pracy aktora? Ten film był krótkim metrażem, ale jednak trwał pół godziny.

Łukasz: Mówimy tu o filmie „Marcel”, który zgarnął niejedną nagrodę.

Marcin: Nie jedną, nie dwie ;). Trochę nagród faktycznie dostał.

Mateusz: Jaką najważniejszą?

Marcin: W Gdyni, w krótkich metrażach.

Mateusz: Czyli mówimy o ciągłości prowadzenia aktora, o ciągłości narracyjnej, o tym, jak bohater się zmienia, dojrzewa, jak się przekształca.

Nie wszyscy to wiedzą, ale kręcąc film, czy reklamę my nie nagrywamy wszystkiego po kolei. Realizujemy sceny wyrwane ze scenariusza, więc bohater kręcony rano, jest innym bohaterem niż ten, który jest kręcony wieczorem. Czy nie miałeś z tym problemu?

Marcin: Na pewno starałem się tak układać harmonogram prac, żeby w miarę możliwości tę ciągłość zachowywać. Żeby nie było to zupełnie wywrócone. Oczywiście to nie jest do końca możliwe, ale staraliśmy się tak zaplanować produkcję, żebyśmy zaczynali od tych początkowych scen, a kończyli na ostatnich. Ważna jest wtedy dla mnie praca nad daną sceną. Czyli interesuje nas tylko ta scena, rozmawiamy o tym, w jakim stanie emocjonalnym jest nasz bohater, co się wydarzyło wcześniej.

Wychodzę z takiego założenia, że dobrze jest dawać aktorom jakieś zadania, w trakcie których oni wyzwolą te emocje. Czyli na przykład, zamiast mówić aktorowi, że nie lubi jakiejś postaci, to mówisz – zniszcz ją! 

Łukasz: Tak brutalnie nawet.

Marcin: Znaczy, wiesz, im prostsze te zadania, im bardziej pierwotne, tym lepsze. Przed każdą sceną trzeba wracać do scenariusza, sprawdzać, co było wcześniej i rozmawiać na ten temat z aktorami.

Mateusz: No właśnie, pozwalasz proponować aktorom rozwiązania?

Marcin: Tak. Wydaje mi się, że im jesteś lepiej przygotowany, im bardziej wiesz, do czego dążysz, tym łatwiej jest ci wprowadzać zmiany. Co jest, wydawać się może, paradoksalne, ale tak jest.

Jeżeli nie jesteś pewny tego, co ma się wydarzyć, to czasami zamykasz się na rozwiązania, boisz się eksperymentować, bo sam nie wiesz, do czego cię to doprowadzi. A jeżeli znasz dobrze tekst, jesteś przygotowany, to wtedy wiesz, na jakie zmiany sobie możesz pozwolić – a na jakie nie, bo na przykład za bardzo odbiegają od tego, co chcesz opowiedzieć.

Ja w ogóle staram się jak najwięcej czerpać zawsze z ekipy i pracować z ludźmi, którzy są lepsi ode mnie, bo to tylko działa na mój plus. 

Łukasz: No dobrze, przejdźmy teraz dla odmiany na rynek reklamowy. Zrobiliśmy wspólnie kilka reklam, oczywiście Ty masz ich o wiele więcej. Powiedz, która reklama, albo która sytuacja, była najtrudniejsza dla Ciebie reżysersko?

Marcin: Mam czasami takie wrażenie, że im większy plan, tym jest de facto łatwiej. Wydaje mi się, że kiedy reklama jest trudniejsza do zrealizowania, to jest prościej, ponieważ więcej się do niej przygotowujemy. Wszyscy robimy próby, potem na planie też jest większe skupienie. A czasami jakaś mała rzecz, która teoretycznie powinna pójść jak z płatka, ale jest na przykład mniejsza ekipa, nie do końca wszystko dopracowane, okazuje się trudniejsza do zrealizowania. Tworząc reklamę ING, mieliśmy taką sytuację, że kręciliśmy morsowanie. Zimą, na zalewie Zegrzyńskim. To było w lutym, woda była bardzo zimna. Dziewczyna, która miała wejść do wody, musiała naprawdę to zrobić i nie tylko morsować, ale też pływać tam, gdzie nie miała gruntu.

Łukasz: Trudny żywot aktora. 

Marcin: Trudny żywot aktora, a to była naprawdę zimna woda – jeden, może dwa stopnie. Ale już robiąc casting, szukaliśmy ludzi, którzy morsują, no i udało się. Choć nie było tak łatwo znaleźć osoby, które mają coś w sobie, mogą wystąpić w tej reklamie, zagrać określoną rolę i do tego morsować, znaleźliśmy super dziewczynę, która to zrobiła. Pamiętam, że kiedy kręciliśmy to, jak ona weszła do tej lodowatej wody, cała ekipa była przerażona co to będzie, a ona płynie, płynie, płynie, patrzy do kamery, uśmiecha się. Zrobiła dwa świetne duble. Jeszcze chciałem trzeci, ale zaczęli na mnie krzyczeć: „Wyciągajmy ją z wody!”.

Łukasz: Zrobiła się sina?

Marcin: Nie, właśnie tak dobrze wyglądała, wszystko było tak idealnie, że nawet zapomniałem, jak długo ona jest w wodzie. Skończyliśmy to ujęcie, wszystko było świetnie. A to była dziewczyna, która dopiero zaczynała, bo to była jej pierwsza albo druga reklama, super jej poszło. Później kręciliśmy ujęcie z Piotrkiem Żurawskim, który grał główną rolę w tej reklamie. On już miał na sobie specjalną piankę, tego tzw. „suchara”, który nie przepuszcza wody. Do tego miał swój strój, był super zabezpieczony. Wskoczył do tej wody, miał przepłynąć kawałek i już po chwili, po 15 czy 20 sekundach musieliśmy go wyciągnąć. Nie był przygotowany, nigdy nie morsował i kiedy wskoczył do takiej zimnej wody, to go kompletnie ścięło. 

Mateusz: Dla mnie zawsze trudne było, choć zajmowałem się tym często, pracowanie na planach z rodzinami, zwłaszcza z dziećmi. Ty masz sporo takich reklam, nawet dla nas je robiłeś. Jak ty sobie radzisz z dziećmi, z tym żywiołem, na planach? I w ogóle z pracą z rodzinami, z pracą dla rynku, nazwijmy to, familijnego?

Marcin: Wiesz, co?  Ja lubię pracować z dziećmi, ponieważ w tej pracy najważniejsza jest szczerość. Jeżeli dzieciaki się dobrze nie bawią, to się nie śmieją. Trudno jest o udawanie. Emocje zawsze muszą być podkręcone tak, żeby potem wyszły w obrazku. No niestety, trzeba czasami udawać goryla, żeby dzieciaki się śmiały, czy uciekały, biegały. To momentami jest trudne, ale potem też wynagradzające.

Mateusz: Jak wspominasz reklamy, którą z nami robiłeś? Jeśli chodzi o Hochland na przykład? 

Marcin: Dobrze. Pamiętam, że super zadziałała tam nasza lokacja, była bardzo plastyczna. I pamiętam, że mieliśmy właśnie dobrą relację z dzieciakami, z aktorami, którzy grali rodzinę. Udawało się przeprowadzić te wszystkie nasze elementy, byliśmy zadowoleni. No i były wtedy truskawki na planie. Właścicielka domu miała przyjaciółkę, która miała plantację truskawek i przywiozła nam je na plan. To było bardzo miłe. 

Łukasz: Faktycznie, podczas dwóch dni zdjęciowych, można było w tej jednej, małej przestrzeni, poznać się, stworzyć taką enklawę, zaprzyjaźnić się.

Marcin: Tak, na pewno jest coś takiego, że trzeba zbudować z nimi relację. Czasami jest tak, że przed zdjęciami mam dużo rzeczy do załatwienia, przygotowania, więc kiedy mamy profesjonalnego aktora, to rozmawiam z nim tuż przed wejściem na plan albo już na planie. Omawiamy, co musi wykonać i jest ok, bo on ma już swój „warsztat”. Natomiast z dzieciakami najlepiej od początku wejść w relację, pogadać, powygłupiać się. Tak, żeby one wiedziały, że mogą mieć do mnie zaufanie, a ja do nich – i to potem idzie. No i wiadomo, na planie przydaje się animatorka. Nawet nie po to, żeby pracować z nimi kręcąc ujęcie, tylko pomiędzy, żeby one czuły, że się nie nudzą.

Mateusz: To jest też kwestia tego, że często pracuje się z jednym dzieckiem, a to drugie nie ma co ze sobą zrobić. Potem objada się słodyczami, jest nakręcone i biega wszędzie.

Marcin: Dzieci muszą momentami się wyciszyć. Nie tylko zabawy, ale też moment wyciszenia, żeby potem mogły wrócić.

Łukasz: Ostatnie pytanie, takie podsumowujące. Czy widzisz jakąś zmianę na rynku reklamy, w jaką stronę to zmierza? Może jakieś trendy, jak się w nich odnajdujesz?

Marcin: Na pewno branża zmienia się w ten sposób, że produkuje się teraz więcej, ale bardziej digitalowych rzeczy. Mniejsze budżety, często mniejsze ekipy, natomiast klient nadal chce, żeby jakość była wysoka. Pod tym względem jest to trudne. Jeszcze kilka lat temu, przy kręceniu reklam, klient wspominał: „A, fajnie, jakby tę reklamę tak kadrować, żeby można było ją potem wrzucić na Instagram albo inne social media”. Teraz pracowałem przy reklamie, która w całości była kręcona 9 x 16, czyli już tylko pod stories i reels. Operatorzy załamują ręce, szczególnie ci po szkołach filmowych, ale tak jest. Ja oczywiście śledzę trendy, natomiast staram się zawsze dawać coś od siebie. Nigdy nie będziesz najszybszy, najnowocześniejszy, ale jeżeli będziesz tworzył coś od siebie, to zawsze zaprocentuje.

Mateusz: Myślę, że my jesteśmy z tej samej szkoły reżyserskiej, jeśli chodzi o myślenie. Czyli storytelling, ta opowieść jest najważniejsza. Ona jest wieczna i to jest chyba najlepsze podsumowanie dla tego wywiadu.

Dziękujemy Ci, Marcin, za przyjęcie zaproszenia!

Po więcej wywiadów i informacji ze świata marketingu i reklamy zapraszamy Was na nasz kanał YouTube: